
Słuchając wczoraj umieszczonego w sieci fragmentu podcastu rozmowy dr. Joanny Podgórskiej z Martą Niedźwiecką, uderzyło mnie to jak trafne i dosadnie te dwie niesamowite inspirujące kobiety ukazały wpływ teorii więzi i naszego postrzegania siebie /relacji i rzeczywistości .
Oparły to o życiowy kontekst i jak tę kwestię jako rodzice możemy „zablokować” swoimi oczekiwaniami.
Prawidłowy rozwój dziecka czy to neurotypowego czy neuroróżnorodnego opiera się na poczuciu bezpieczeństwa, czyli.tzw bezpiecznej więzi….
Odczuwamy niekiedy społeczny wstyd kiedy nasze dziecko przejawia zachowania trudne. A jak wiadomo takich zachowań jest wiele, a w przypadku dziecka posiadającego zaburzenia, czy u dziecka niepełnosprawnego jest ich „ciut więcej”.
Na tej drodze z pomocą przyszła mi jedna z książek –
Nie gryzę, nie biję, nie krzyczę
Autor:Elven Bo Hejlskov
„dociekania nad stresem zapoczątkował Richard S. Lazarus, który uznał, że jest on źródłem zachowań trudnych i sprzyja rozwojowi rozmaitych chorób. Częściowo opisał stres, częściowo zaś rozmaite sposoby radzenia sobie z nim (coping). Zdaniem Lazarussa niektórzy ludzie przetrzymują stres, ponieważ mają dobre strategie”
„lepiej radzisz sobie ze stresem. gdy skupiasz się na tym, co wyjątkowo cię interesuje, kompensującym rozumieniu poznawczym – co znaczy, że ludzie z autyzmem muszą zrozumieć, dlaczego inni postępują tak, jak postępują (w odróżnieniu od ludzi bez autyzmu, którzy są w stanie wczuć się w położenie innej osoby i zrozumieć intuicyjnie). aktywności – na przykład o bieganiu. grze w tenisa, ćwiczeniach oddechowych lub słuchaniu relaksującej muzyki. Większość z tych pomysłów zrodziła się w wyniku interwencji wy chowawczych.
Radzenie sobie Atwooda skupia się na pytaniu, jak pomoc ludziom z autyzmem kontrolować stres, a nie na strategiach kontrolowania ich świata„
„Rozważania na ten temat zogniskowały się więc wokół stresu jako rezultatu zaburzeń neuropsychiatrycznych. Na przykład Tony Atwood mówił o stresie wywołanym trudnościami z interakcją społeczną, komunikacją i zdolnością dostosowywania się do sytuacji a także o stresie, który powodują trudności z percepcją (na przykład wrażliwość na dźwięk). W rezultacie przestano traktować autyzm jako skutek stresu.”
„w latach pięćdziesiątych XX wieku Bruno Bettelheim, tworząc model wyjaśniający powstawanie autyzmu – model, który bardzo podkreślał znaczenie wpływu matki – wprowadził pojęcie „matki lodówki.”
Dziś wiemy już, że najważniejsze czynniki w rozwoju autyzmu i ADHD mają naturę genetyczną,
choć wciąż jeszcze pojawiają się głosy, jest inaczej. W ostatnich latach na przykład dużo mówiło się o wpływie zanieczyszczonego środowiska, szczepieniach, spożyciu cukru bądź o niewłaściwym wychowaniu jako możliwych wyjaśnieniach zaburzeń neuropsychiatrycznych lub problemów behawioralnych, jakie mają dzieci z autyzmem czy ADHD. Jednak te wyjaśnienia się nie potwierdziły. Dlatego psychologowie i badacze zajmujący się zaburzeniami neuropsychiatrycznymi nie chcieli, aby w dyskusji tej pojawił się stres Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś zacznie traktować jako czynnik przyczynowy objawów natury neuropsychiatrycznej, a tego wszyscy pragną uniknąć.„
Wracając do wcześniej wspomnianego podcastu który nie jest o „dzieciach” stał się punktem wyjścia do innych przemyśleń- „relacje z rodzicami/rodzicem budują połączenia neuronalne w mózgu u dzieci -czyli na co będziemy reagować lękowo albo na co będziemy reagować nadzieją i chęcią bliskości,akceptującym eksplorującym ruchem do zewnątrz”
padło stwierdzenie – że im większa dziecięca ekspresja w nie kontrolowaniu emocji- jeżeli dziecko eksponuje wiele , „meksyk przeżyć”- a równocześnie uspokaja się w kontakcie z mamą kiedy ją zobaczy i ten proces uspokajania jest szybki a nie trwa wiele godzin albo w ogóle dziecko się nie reguluje i jego emocje są usztywniane przez oczekiwania rodzica , dziecko się blokuje i nie wyraża ich……”dziecko żeby było szczęśliwe musi zobaczyć błysk w oczach matki”
to co za chwilę napiszę był jak łyk zimnej wody z kostkami lodu miętą i cytryną rano w bardzo upalny dzień -dał orzeźwienie myślom i ulgę…
„jak rozmawiam z rodzicami to oni myślą że brak reakcji emocjonalnej dziecka to jest bezpieczny styl przywiązania bardziej błędnego w tym eksperymencie bo dokładnie tak że te dzieci które miały bezpieczny styl przywiązania wykazywały największą ekspresję emocjonalną cieszyły się albo płakały rzucały klockiem jak mama wchodziła dopokoju wchodziły z nią w interakcje bo wiedziały że to jest metoda na komunikacje z matką i z opiekunką (..) czyli że pomieszczeniu jest dziecko płacze matka wychodzi, matka wraca do pomieszczenia dziecko płacze ale daje się uspokoić”
c.d.n




Dodaj komentarz